to oczywista rzecz, lecz ludzie, of'course, robią sporo zamieszania wokół rzeczy oczywistych. brrrr, brrrr, brrrr i trzęsą się jak kurze jajko, hehe, myśląc wciąż, że są panami świata. No i biegają obładowani jak tragarze na rynku starego miasta w czasie odpustu. Za tydzień święta, więc oni muszą nadwyrężać sobie kręgosłupy. I tylko od czasu do czasu, jak któryś na mnie wpada (jestem czarna, więc ślepcy nie widzą, mając oczy na wysokości upiętych pakunków), tracąc równowagę, zaczyna złorzeczyć, rugać moją panią, cham jeden z drugim. Jak ja bym na kogoś wpadła to nie szczekałabym, tylko powiedziała "przepraszam". Cóż, jestem jedynie psem. Za to dobrze wychowanym.
sobota, grudnia 17, 2005
niedziela, grudnia 04, 2005
wet ery narz
Koszmar, koszmar, koszmar... Wywiozła mnie do swojej przyjaciółki. Lubię Anię, czemu nie? Jest miła, zawsze zrozumie psa. Oglądała już raz moje wnętrze podczas operacji, heeh, więc znamy się całkiem dobrze. Niestety, zawsze mi się kojarzy z tym cholernym bólem i w ogóle. Dlatego nie znoszę wchodzenia na te schody, nie znoszę tych drzwi, nie znoszę tej poczekalni, no ... kiedy my wyjdziemy, patrz, inne psy wychodzą, nie!!! nie do gabinetu!!! nie!!!! O rany! Znowu macają psa, patrzą głęboko w oczy i ględzą o stanie ogólnym. Tralalala... za gruba, za gruba, za gruba.... No i co z tego? Kto powiedział, że wszyscy mają być szczupli? Taki jeden z drugim wygląda, jakby kij od szczotki połknął. Długiiiiii i chuuuuudydyyyyyy. Ja to przynajmniej widać, że zdrowa. Nie zdrowa? Operacja? No to ja się teraz do Ciebie, moja kochana, nie odezwę, o nie!
wtorek, października 04, 2005
czekanie
Psie życie to czekanie. Wieczne, na wszystko i na wszystkich. Psu los daje coś z łachy. Jakiś kęs, okruch jakiś... Za mądrość, oddanie, wierność, poświęcenie, odwagę, harmonię i bezgraniczną miłość otrzymujemy ŁASKAWIE kawałek kiełbasy. Co dzień to samo i wciąż, i od nowa „Poproszę, tu jestem, halo, poproszę, czy ktoś mógłby na mnie zwrócić uwagę, też jestem głodna, no to co, że właśnie zjadłam śniadanie, kto powiedział, że wystarczy, czy zatem mogę prosić, halo!!!!” Nic nie rozumieją. Jakie to upokarzające!
NO!!! Dostanę w końcu coś do jedzenia?!
mniam, mniam, mniam...
Moralnie usprawiedliwiam się za stosowanie takowych środków do celu... Mniam, warto było.
NO!!! Dostanę w końcu coś do jedzenia?!
mniam, mniam, mniam...
Moralnie usprawiedliwiam się za stosowanie takowych środków do celu... Mniam, warto było.
wtorek, czerwca 07, 2005
problem z wyjściem
Dlaczego dzieje się tak, że za każdym razem, gdy słyszę "idziemy na spacer", czy choćby samo "spacer", spędzam pół godziny stojąc jak dureń w przedpokoju, wpatrując się z gasnącą coraz bardziej nadzieją w twarze zabieganych domowników, którzy to nagle przypominają sobie o kilku super-ważnych sprawach, nie cierpiących zwłoki (co to za określenie? typowo ludzkie!) i MUSZĄ wykonywać różne dziwne czynności przed spełnieniem pańskiego wobec psa, obowiązku??? Domagam się odrobiny poszanowania moich oczekiwań, pragnień i potrzeb! Czuję się poniżona, gdy stoję wystrojona w smycz przypiętą do wieszaka! No i jeszcze to lustro, w którym pytam samą siebie, o co w tym wszystkim chodzi.
Ufff! Wychodzimy... Taaaaaa, naprawdę, kochanieńki, przez zamknięte drzwi chyba Ci się nie uda ;)))
I gdzie ta winda???!!!! Halllooooo!!!!
Ufff! Wychodzimy... Taaaaaa, naprawdę, kochanieńki, przez zamknięte drzwi chyba Ci się nie uda ;)))
I gdzie ta winda???!!!! Halllooooo!!!!
poniedziałek, maja 23, 2005
gorąco psu, tfuuuu!
Przyszło lato!Żar leje się z nieba na bezbronną psią głowę! Chowam się pod liśćmi, w krzakach, pod drzewami i wszystko na nic. Dosięga mnie gorącym promieniem i wypala mózg. Łobuz jeden - słońce!Kwiaty poznikały z krzewów. Zawiązują się szyszki. Kwitną kasztany. Wszędzie dmuchawce. A'propos, moja pani ma wielki, czerwony nochal, z którego wydobywa się raz na jakiś czas tajemnicze dudnienie.Chodzi zapewne o Lorda Vadera ;)
wtorek, maja 17, 2005
pada
Pada deszcz, pozbawiając ziemię zapachu starych przeżyć. Wszelkie życie rozedrgane pod ciężarem mięsistych kropli. Karma romantyków. Trawa już wysoka, sięga uszu, drapie w nos. Daję susa, oszaleć można pośród zapachów, chcę więcej i więcej. I nic, tylko woła i ciągnie za smycz. Obraża się i przypina do obroży postronek. Czuję się jak koza...
- Kozunia, choć kłamczuszko, do domciu. Nie żryj trawy, durne zwierzę.
- Primo – sama jesteś kozunia. Secondo – nie do domciu, do domu, babo durna (traweczki pieseczek się jadł, oj, wymiocinki będą – kto wymyślił tak język przesładzać?). Tertio – pies trawę przeżuwa, delektuje się jej gorzkim sokiem, następnie ową trawę trawi. Potrzebuje, durna babo, potrzebuje...
I podczas takiej to pogawędki zostałam brutalnie wciągnięta przez pańcię do domciu, na smyczce, w obróżce. Na pyszczek cisnęły się słóweczka o bardzo ujednoliconym charakterku...
Głupia baba!
- Kozunia, choć kłamczuszko, do domciu. Nie żryj trawy, durne zwierzę.
- Primo – sama jesteś kozunia. Secondo – nie do domciu, do domu, babo durna (traweczki pieseczek się jadł, oj, wymiocinki będą – kto wymyślił tak język przesładzać?). Tertio – pies trawę przeżuwa, delektuje się jej gorzkim sokiem, następnie ową trawę trawi. Potrzebuje, durna babo, potrzebuje...
I podczas takiej to pogawędki zostałam brutalnie wciągnięta przez pańcię do domciu, na smyczce, w obróżce. Na pyszczek cisnęły się słóweczka o bardzo ujednoliconym charakterku...
Głupia baba!
poniedziałek, maja 16, 2005
wiosna a tu jakieś bydlę...
Tak, tak, niby nic a jednak. Cały świat zmienił barwy. Wszędzie powiewają flagi, pióropusze kwiecia, wieńce liści - jest bardzo uroczyście. No i mlecze - duuuużo mleczy, przy którym rośnie perz - przyjaciel psa - mniam. Chrupię rzeczony perz, gdy nagle wyjeżdża do mnie z pyskiem jakieś bydlę. Większy ode mnie 3 razy, morda jak mój zad, wredna, świńskie oczka, zero pomyślunku, ślini się. "HHHHAaaHHHH" - zaczyna, dureń, konwersację. "HHHHaaHHH mam Cię!" - niby co to miało oznaczać, patrzę na tego kretyna. Ciągną go jak cielę na postronku, szarpie się i odgraża, że niby wszyscy popamiętają. "Całuj pana w ogon" - myślę sobie przełykając mój perz. Patrzę na moją panią. Jej wzrok sugeruje, że właściciel zrobił na niej takie samo wrażenie, jak na mnie jego ulubieniec. Cóż... Trafił swój na swego. Dobrze, że piesek trzeźwy przynajmniej. Co do właściciela - świńskie oczka, morda jak mój zad, zero pomyślunku, ślini się... No i wyjeżdża z pyskiem jakieś bydlę. Co za świat!!!
środa, lutego 23, 2005
zima
zima, zima, zima, już nie pada śnieg...
Jest okropnie - mokro, zimno i wieje.
Nie ma puszystego śniegu, tylko jakaś okropna breja, błoto i smród. Niby psu w to graj, bo może by i nawet zasmakował błotnej kąpieli, lecz cóż z tego, gdy za twoimi plecami ktoś stale obserwuje i nawołuje do tzw. porządku. Parę dni temu znalazłam umarłego gołębia i już, już miałam go dotknąć nosem, gdy poczułam palącego klapa na moim, poniekąd całkiem pokaźnym, odwłoku. Zostałam potem WYSZOROWANA, WYSUSZONA i orzeknięto, że jestem śmierdzielem. Miły spacerek...
Jest okropnie - mokro, zimno i wieje.
Nie ma puszystego śniegu, tylko jakaś okropna breja, błoto i smród. Niby psu w to graj, bo może by i nawet zasmakował błotnej kąpieli, lecz cóż z tego, gdy za twoimi plecami ktoś stale obserwuje i nawołuje do tzw. porządku. Parę dni temu znalazłam umarłego gołębia i już, już miałam go dotknąć nosem, gdy poczułam palącego klapa na moim, poniekąd całkiem pokaźnym, odwłoku. Zostałam potem WYSZOROWANA, WYSUSZONA i orzeknięto, że jestem śmierdzielem. Miły spacerek...
piątek, stycznia 21, 2005
czwartek, stycznia 06, 2005
Nowy Rok
Nowy Rok znaczy - Nowe Kłopoty.
Mamy takowy problem - mój kolega - Rambo - jest prawie całkowicie sparaliżowany. Ma 15 lat i jest łysym kundelkiem, który przeszedł zapalenie rdzenia kręgowego i lekarze nie dają mu szans. Problem w tym, że lekarze już dwa lata temu nie dawali mu szans, choć jego stan był podobny do dzisiejszego. Poszli wczoraj do lekarza i usłyszeli, że trzeba się zastanowić nad eutanazją.
Zastanowić się nie znaczy wykonać. Jednakże na ile człowiek może decydować o życiu drugiej istoty? Jakie ma ku temu prawo? Pies nie powie mu przecież - wiesz, zabij mnie, bo już nie mogę. Zawsze jest zresztą nadzieja, że następnego dnia podniesie się i zacznie biegać za patykami. Zwykle tak spędzamy spacery. Ja kroczę dostojnie a ten biega jak pomylony. Zawsze był nadpobudliwy... A teraz leży w pampersach.
Trzymajcie kciuki!
Mamy takowy problem - mój kolega - Rambo - jest prawie całkowicie sparaliżowany. Ma 15 lat i jest łysym kundelkiem, który przeszedł zapalenie rdzenia kręgowego i lekarze nie dają mu szans. Problem w tym, że lekarze już dwa lata temu nie dawali mu szans, choć jego stan był podobny do dzisiejszego. Poszli wczoraj do lekarza i usłyszeli, że trzeba się zastanowić nad eutanazją.
Zastanowić się nie znaczy wykonać. Jednakże na ile człowiek może decydować o życiu drugiej istoty? Jakie ma ku temu prawo? Pies nie powie mu przecież - wiesz, zabij mnie, bo już nie mogę. Zawsze jest zresztą nadzieja, że następnego dnia podniesie się i zacznie biegać za patykami. Zwykle tak spędzamy spacery. Ja kroczę dostojnie a ten biega jak pomylony. Zawsze był nadpobudliwy... A teraz leży w pampersach.
Trzymajcie kciuki!
poniedziałek, grudnia 27, 2004
no, już po gwiazdce
uniknęłam odpowiedzi na głupie pytania w ludzkim. po prostu udałam, że śpię snem psa sprawiedliwego. nawet nie łypnęłam. oczywiście zbudziły mnie wybuchy jakichś znudzonych ciepłem rodzinnym przygodowców (którym nie miłe palce i dłonie), jednakowoż nie chciało mi się nawet mruknąć. wieczór był pełen wrażeń i dlatego właśnie postanowiłam pospać do 6.00 dnia następnego. nie wiem, czemu ktoś rzucił we mnie poduszką, gdy nazajutrz oświadczyłam, że jestem gotowa na spacer. niestety, było już za późno, by wygarnąć im w języku dla nich jedynie pojętym. przytuliłam się i dałam poklepać... niech wiedzą, że się nie obrażam za ich niewiedzę i nieznajomość psiej natury. cóż - to tylko ludzie.
poniedziałek, września 27, 2004
jesień już?
Żółty liść zagrzebał się w mój ogon i terkoce radośnie na wietrze... Słońce, niebo pełne obłoczków i kolory przepiękne. No i ja - pośród tego cudu natury, jako żywy dowód ogromnej inteligencji. Koty wygrzewają się bezkarnie na trawnikach. Przyjdzie zima, będą wchodziły pod samochody i grzały łapki liżąc je rozpaczliwie. Żal mi ich, chudzielców (teraz są tłuste i lśniące, ale zima przyjdzie, oh! bieda). No cóż, nie pora na myśli o zimie, gdy tu ciepło grzeje jesienne słoneczko, aż oczy trzeba mrużyć. Wszyscy jacyś weseli i kolorowi. Tylko ta moja pani czarno się nosi, smutno patrzy. Hej! Uszy do góry! Wytarzaj się ze mną w kupie zgniłych liści!
poniedziałek, czerwca 14, 2004
spacery
Chodź! Po prostu chodź i nie pytaj! Dajmy nura w zieloność, podrażnijmy się z mniejszymi psami, pogońmy za jakimś tchórzliwym kotem. Tylko już wyjdźmy! Po gazetę, po pieczywo, po cokolwiek... Ty i ja. I wiosna. Tylko chodź!
niedziela, czerwca 13, 2004
wiosna, tak?
Szalejemy ostatnio. Wiosna pachnie wszystkim, co sprawia, że dostaję kręćka... Tyle w trawie zapachów, tyle przekazów, tyle informacji.
No a oni palą. Papierochy. Śmierdzące, kłebiaste, wszędzie wpływające dymem papierochy. Porządny pies nie jest w stanie wytrzymać w takich warunkach! Kicham, prycham, a ci durni ludzie sięgają po następną dawkę trutki i nic. "Susa ma pewnie alergię na pyłki". No pewnie! Pyłki! Bzdura!!!
Jest jednak promyczek nadziei, bo moja pani ostatnio rzuciła palenie i, trzeba przyznać, trzyma się dzielnie już miesiąc. Niestety, wszystkie rzeczy pachną tytoniem. Ona sama już powoli przestaje. Ale te wszystkie przedmioty, ubrania, meble. Nawet komputer. Fej!!! Ja jednak patrzę na to wszystko sceptycznie. Rzuciła palenie i co? Nie podjada? Ani kanapeczki, ani ciasteczka, ani nawet chrupków. Żadnej z tego wszytkiego korzyści dla umierającego od ludzkich smrodów psa! Ludzie myślą sobie - rzucam i już! Po kłopocie... A ten odór zostaje, oj... na długo. Tylko oni tego nie czują, słaby mają ten węch. Nie czują delikatesów ze śmietnika... Beznadzieja!
No a oni palą. Papierochy. Śmierdzące, kłebiaste, wszędzie wpływające dymem papierochy. Porządny pies nie jest w stanie wytrzymać w takich warunkach! Kicham, prycham, a ci durni ludzie sięgają po następną dawkę trutki i nic. "Susa ma pewnie alergię na pyłki". No pewnie! Pyłki! Bzdura!!!
Jest jednak promyczek nadziei, bo moja pani ostatnio rzuciła palenie i, trzeba przyznać, trzyma się dzielnie już miesiąc. Niestety, wszystkie rzeczy pachną tytoniem. Ona sama już powoli przestaje. Ale te wszystkie przedmioty, ubrania, meble. Nawet komputer. Fej!!! Ja jednak patrzę na to wszystko sceptycznie. Rzuciła palenie i co? Nie podjada? Ani kanapeczki, ani ciasteczka, ani nawet chrupków. Żadnej z tego wszytkiego korzyści dla umierającego od ludzkich smrodów psa! Ludzie myślą sobie - rzucam i już! Po kłopocie... A ten odór zostaje, oj... na długo. Tylko oni tego nie czują, słaby mają ten węch. Nie czują delikatesów ze śmietnika... Beznadzieja!
poniedziałek, marca 01, 2004
melodia
Każdy w życiu odkrywa własną melodię, dzięki której wstaje rano i ochoczo wita dzień. Moją melodią jest smakowity kąsek i spacer. HHHHrrrrChrumchrupchrummlaskćlumćlupssssccccssiiiip....
Rozmarzyłam się. Wszystko przez tego chrupiącego wafelka, który leży na talerzyku. YYYhhhnnn, jak on smacznie pachnie! Nikt go pewnie nie weźmie, bo leży tu smętnie sam, od rana. Ludzie takich rzeczy nie jedzą, wyrzucają lub (o radości!) zostawiają psom! NiuchNiuch Hmmmm... Poleżę sobie i poczekam, aż mi go dadzą.... Przecież sama nie wezmę, jestem dobrze wychowanym psem!
O! Przyszła! Cześć Niutka! OchOch!!! Podrap w łopatkę, co? Od rano mnie swędzi... Wiesz co, ta kość, no wiesz, ta, co tu leży, ojej, lepiej ci przyniosę, zobaczysz, ona cuchnie! Jest obrzydlilwa, trzeba ją wyrzucić. Nie, nie przyniosłam ci kości, dziewczyno, nie jestem kochana, tylko chcę, byś wyrzuciła tego trupa do kosza, bo ja już na pewno tego nie tknę! No i masz! Położyła ją z powrotem w mojej misce! Sama sobie jedz, fe!
Nie, nie odwrócę się. Nie, obraziłam się, daj mi spokój, nie chcę już nic, nie rozumiesz najprostszych przekazów. Ci ludzie to tępaki, naprawdę!
Wafelek? Nie, mam swoją godność. Wafelek?! Nie, nie wezmę, dopóki ten śmierdziel znajduje się w mojej misce! Wafelek!!!!!! do kosza?????!!!! Zwariowałaś?! Hyc!!
HHHHrrrrChrumchrupchrummlaskćlumćlupssssccccssiiiip....
mam swoją godność, jak tak nalegasz, to mogę zjeść jeszcze kawałek twojej kanapki, coś ci kiepsko idzie....
Rozmarzyłam się. Wszystko przez tego chrupiącego wafelka, który leży na talerzyku. YYYhhhnnn, jak on smacznie pachnie! Nikt go pewnie nie weźmie, bo leży tu smętnie sam, od rana. Ludzie takich rzeczy nie jedzą, wyrzucają lub (o radości!) zostawiają psom! NiuchNiuch Hmmmm... Poleżę sobie i poczekam, aż mi go dadzą.... Przecież sama nie wezmę, jestem dobrze wychowanym psem!
O! Przyszła! Cześć Niutka! OchOch!!! Podrap w łopatkę, co? Od rano mnie swędzi... Wiesz co, ta kość, no wiesz, ta, co tu leży, ojej, lepiej ci przyniosę, zobaczysz, ona cuchnie! Jest obrzydlilwa, trzeba ją wyrzucić. Nie, nie przyniosłam ci kości, dziewczyno, nie jestem kochana, tylko chcę, byś wyrzuciła tego trupa do kosza, bo ja już na pewno tego nie tknę! No i masz! Położyła ją z powrotem w mojej misce! Sama sobie jedz, fe!
Nie, nie odwrócę się. Nie, obraziłam się, daj mi spokój, nie chcę już nic, nie rozumiesz najprostszych przekazów. Ci ludzie to tępaki, naprawdę!
Wafelek? Nie, mam swoją godność. Wafelek?! Nie, nie wezmę, dopóki ten śmierdziel znajduje się w mojej misce! Wafelek!!!!!! do kosza?????!!!! Zwariowałaś?! Hyc!!
HHHHrrrrChrumchrupchrummlaskćlumćlupssssccccssiiiip....
mam swoją godność, jak tak nalegasz, to mogę zjeść jeszcze kawałek twojej kanapki, coś ci kiepsko idzie....
niedziela, lutego 08, 2004
deszcz kap kap
A oto wiersz ułożony o mnie przez Niutę:
"
Mój pies - cała Sus
ucho klap klap
łapą drap drap
nosem stuk puk
cichy mruk
okiem łyp łyp
wąsek niuch niuch
pyskiem mlask mlask
na brzuch plask
jęzorkiem ślup ślup
ogonem mach mach
pazurkiem skrzyp skrzyp
chrapanie chrrrrrrrrrrrrrrrrr"
Całkiem miły. Gdyby nie to, że oszalała i pomalowała mi nos na biało. Pomadką w kolorze śniegu. Nazwała "Śnieżnym Psem", z dumą! Po pierwsze - zima sobie poszła daleko i w Warszawie jedynie pacia na ulicach, smętnie świszcze wiatr i dni łkają za wiosną, wobec czego - jaki śnieżny?! Po drugie - ta pomadka smakowała okropnie - fu! Po trzecie - ja z białym nosem wyglądam faktycznie śmiesznie! Jestem poważnym psem i proszę traktować mnie serio.
Czasem los się do mnie uśmiecha. Otworzyły się drzwi lodówki i wypadł całkiem spory kawałek kiełbasy. Domownicy na chwilę stracili oddech wpatrując się w ten cenny obiekt a ja hyc! i chodu! i była pyszszssznaaaaa!!!!
"
Mój pies - cała Sus
ucho klap klap
łapą drap drap
nosem stuk puk
cichy mruk
okiem łyp łyp
wąsek niuch niuch
pyskiem mlask mlask
na brzuch plask
jęzorkiem ślup ślup
ogonem mach mach
pazurkiem skrzyp skrzyp
chrapanie chrrrrrrrrrrrrrrrrr"
Całkiem miły. Gdyby nie to, że oszalała i pomalowała mi nos na biało. Pomadką w kolorze śniegu. Nazwała "Śnieżnym Psem", z dumą! Po pierwsze - zima sobie poszła daleko i w Warszawie jedynie pacia na ulicach, smętnie świszcze wiatr i dni łkają za wiosną, wobec czego - jaki śnieżny?! Po drugie - ta pomadka smakowała okropnie - fu! Po trzecie - ja z białym nosem wyglądam faktycznie śmiesznie! Jestem poważnym psem i proszę traktować mnie serio.
Czasem los się do mnie uśmiecha. Otworzyły się drzwi lodówki i wypadł całkiem spory kawałek kiełbasy. Domownicy na chwilę stracili oddech wpatrując się w ten cenny obiekt a ja hyc! i chodu! i była pyszszssznaaaaa!!!!
piątek, lutego 06, 2004
pies nie lubi kąpieli, choć czasem musi
Brrr.... Jakaś obrzydliwa, mokra, zimna, strasznie mokra kropla wpadła do mojego wielkiego ucha i za nic nie mogę jej wydobyć. Mam wrażenie, że zaraz mi tam zamarznie.... brrr....
Takie są skutki popołudniowej kąpieli. Susa w kąpieli - też coś! Nie rozrabiam przecież, tylko stoję jak mi każą. Stoję ociekając wodą i czuję ten okropny cuch trafiający do mojego arcyczułego nosa prosto z butelki z namalowanym pudlem. Przecież ja nie jestem pudlem!!! Szampon z jajem, ponoć świetny na sierść. Wymysły ludzi, doprawdy, tylko po to, by pies nie mógł być porządnym psem. I pachniał jajem. Wszędzie ten smrodek, wszędzie - koło ogona, na łapach, na brzuchu... Tu i ówdzie da się zlizać, ale z karku, ale pod pachami?! Czego oni nie wymyślą, no, czego?
Ale to jeszcze nic. Koszmar zaczyna się, gdy z prysznica nie leci już woda... Najpierw owijają mnie jakby jakąś mumię w ręczniki (co i tak nic nie daje, bo ja nie ratlerek i futra mam sporo, zwłaszcza teraz) a potem... zanoszą do mniejszej łazienki i suszą suszarką do włosów przez godzinę, bo mam ich przecież dużo (tych włosów, czyli futra, czyli sierści). Gorące powietrze. to nawet nie przeszkadza, ale ta bucząca, warcząca machina. Usiłowałam kiedyś z tą obrzydliwością walczyć, ale poparzyłam sobie pysk.
No więc, stoję i stoję a oni mnie przekładają ze strony lewej na prawą, z góry na dół i tak dalej, po czym cieszą się, bo zaczynam wyglądać jak dywanik długowłosy. Wszystkie kędziorki stają dęba i wyglądam, jakby mnie solidnie przewiało.
I jak ja mam się na ulicy pokazać.
"Ojejej, jaki gruby pies."
I co? Każdemu matołowi mam tłumaczyć, że nie gruby, tylko troszkę okrągły i że nie gruby, bo to futro? Szkoda gadać... Idę więc ze spuszczoną głową, szukam najbliższej kałuży, bo przynajmniej mogę od spodu doprowadzić się do porządku...
"Cześć mała." - mówi Cezar (zaprzyjaźniony dog)- "Ale głupio wyglądasz.... Co, kąpiel, co? Ach z wami - psami kanapowymi - to tak zawsze. Musicie się wiecznie mizdrzyć i pindrzyć."
No, doprawdy, to już przeginka! Ja, niby - ja sama - się stroję, kąpię i co? Może suszę?!! Rozumiem drwina, ale nie podejrzenia o masochizm... Nie odzywam się do niego - prostak. Cezar a prostak, widać jedno drugiemu nie przeszkadza....
Chociaż, Niutka widać szczęśliwa, przytula się policzkiem do mojego ucha i pozwala włazić na kolana. Wcześniej bym słyszała NIE WOLNO. W każdej sytuacji szukajmy plusów!
Takie są skutki popołudniowej kąpieli. Susa w kąpieli - też coś! Nie rozrabiam przecież, tylko stoję jak mi każą. Stoję ociekając wodą i czuję ten okropny cuch trafiający do mojego arcyczułego nosa prosto z butelki z namalowanym pudlem. Przecież ja nie jestem pudlem!!! Szampon z jajem, ponoć świetny na sierść. Wymysły ludzi, doprawdy, tylko po to, by pies nie mógł być porządnym psem. I pachniał jajem. Wszędzie ten smrodek, wszędzie - koło ogona, na łapach, na brzuchu... Tu i ówdzie da się zlizać, ale z karku, ale pod pachami?! Czego oni nie wymyślą, no, czego?
Ale to jeszcze nic. Koszmar zaczyna się, gdy z prysznica nie leci już woda... Najpierw owijają mnie jakby jakąś mumię w ręczniki (co i tak nic nie daje, bo ja nie ratlerek i futra mam sporo, zwłaszcza teraz) a potem... zanoszą do mniejszej łazienki i suszą suszarką do włosów przez godzinę, bo mam ich przecież dużo (tych włosów, czyli futra, czyli sierści). Gorące powietrze. to nawet nie przeszkadza, ale ta bucząca, warcząca machina. Usiłowałam kiedyś z tą obrzydliwością walczyć, ale poparzyłam sobie pysk.
No więc, stoję i stoję a oni mnie przekładają ze strony lewej na prawą, z góry na dół i tak dalej, po czym cieszą się, bo zaczynam wyglądać jak dywanik długowłosy. Wszystkie kędziorki stają dęba i wyglądam, jakby mnie solidnie przewiało.
I jak ja mam się na ulicy pokazać.
"Ojejej, jaki gruby pies."
I co? Każdemu matołowi mam tłumaczyć, że nie gruby, tylko troszkę okrągły i że nie gruby, bo to futro? Szkoda gadać... Idę więc ze spuszczoną głową, szukam najbliższej kałuży, bo przynajmniej mogę od spodu doprowadzić się do porządku...
"Cześć mała." - mówi Cezar (zaprzyjaźniony dog)- "Ale głupio wyglądasz.... Co, kąpiel, co? Ach z wami - psami kanapowymi - to tak zawsze. Musicie się wiecznie mizdrzyć i pindrzyć."
No, doprawdy, to już przeginka! Ja, niby - ja sama - się stroję, kąpię i co? Może suszę?!! Rozumiem drwina, ale nie podejrzenia o masochizm... Nie odzywam się do niego - prostak. Cezar a prostak, widać jedno drugiemu nie przeszkadza....
Chociaż, Niutka widać szczęśliwa, przytula się policzkiem do mojego ucha i pozwala włazić na kolana. Wcześniej bym słyszała NIE WOLNO. W każdej sytuacji szukajmy plusów!
środa, stycznia 28, 2004
zimowy pies
"Hej, zimowy psie!" - wołała za mną moja Niuta. Biegłam radośnie przez zaspy, potykając się i ślizgając na pagórkach przed domami. Śnieg pruszył, gwiazdy tańczyły wokół mnie, żaden zimny wiatr nie przegryzał skóry. Lubię puszczać kłęby gorącej pary z pyszczka i noska. Lubie potem dawać w nie nura. Zapachy stają się bardziej ostre, gdy jest temperatura ujemna. Dzięki temu już z daleka wyczuwam te koszmarne amstaffy i inne żarłoczne stworzenia wyhodowane, by gryźć, walić pyskiem, nacierać wielkim, umięśnionym cielskiem i zabijać. Patrzę na ludzi, którzy posiadają takie psy i zastanawiam się, czy oni nie są przypadkiem ich przeciwieństwem. Są brzydcy, mali, sflaczali. Szukają w psach poczucia siły i władzy... Biedni.... Cóż, nie będę sobie zawracać dłużej nimi głowy. Spacer za krótki.
Gdy biegnę, moje uszy unoszą się i opadają, falują, jednym słowem. Lubię przecinać nimi powietrze, choć nie znoszę, gdy po przyjściu do domu okazuje się, że na końcówkach wiszą smętne strąki lodowe, które potem topnieją i zimna woda sączy się pod sierść. Nikt na to nigdy nie zwrócił uwagi. Na łapy tak. Nie pozwalają mi wparować do domu, do salonu na przykład, bez uprzedniego wytarcia kończyn. Szarpią mnie potem za obrożę, która uwielbia wkręcać się we włosy, co boli. Ale nikt nie pomyśli o moich pięknych, wielkich uszach... Latem mnie czeszą i tak dalej a zimą, jakbym nie potrzebowała wcale być piękna.
"Jesteś piękna, mój zimowy psie" - powiedziała z zachwytem Niuta - "Masz piękne, lodowe wąsy!" - dodała ze śmiechem...
Hahaha! Bardzo zabawne! Też coś!
Gdy biegnę, moje uszy unoszą się i opadają, falują, jednym słowem. Lubię przecinać nimi powietrze, choć nie znoszę, gdy po przyjściu do domu okazuje się, że na końcówkach wiszą smętne strąki lodowe, które potem topnieją i zimna woda sączy się pod sierść. Nikt na to nigdy nie zwrócił uwagi. Na łapy tak. Nie pozwalają mi wparować do domu, do salonu na przykład, bez uprzedniego wytarcia kończyn. Szarpią mnie potem za obrożę, która uwielbia wkręcać się we włosy, co boli. Ale nikt nie pomyśli o moich pięknych, wielkich uszach... Latem mnie czeszą i tak dalej a zimą, jakbym nie potrzebowała wcale być piękna.
"Jesteś piękna, mój zimowy psie" - powiedziała z zachwytem Niuta - "Masz piękne, lodowe wąsy!" - dodała ze śmiechem...
Hahaha! Bardzo zabawne! Też coś!
poniedziałek, stycznia 26, 2004
manifest przeciwko głupim właścicielom niebezpiecznych psów
cóż... mamay zmartwienie - dookoła kręcą się jacyś super nieodpowiedzialni ludzie. wczoraj zaatakowała mnie taka jedna umięśniona babka - amstaff - niebezpieczna jak diabli, spuszczona ze smyczy, bez obroży, niczego. jej właściciel się bał do niej podejść. ten pies zupełnie nim kieruje. durny jakiś ten facet, oj, durny!!! mam poranione plecy i siniaki... biedna susa!!!!
na pochybel tym pseudowłaścicielom, którzy są nieodpowiedzialni!!! okrutni!!! wredni!!!! tchórzliwi!!!!
na pochybel tym pseudowłaścicielom, którzy są nieodpowiedzialni!!! okrutni!!! wredni!!!! tchórzliwi!!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
